sobota, 15 lutego 2014

"Once", czyli on, ona i odkurzacz.

Plakat filmowy pochodzi ze strony:
http://www.filmweb.pl/Once


Dziś do posłuchania będą dwie piosenki. Właściwie to jedna piosenka, ale w dwóch aranżacjach. 
1) "Falling Slowly" pochodzi ze ścieżki dźwiękowej to filmu "Once". Tutaj możecie posłuchać tego kawałka i zobaczyć scenę z filmu. Na zachętę dodam jeszcze, że utwór ten dostał w 2008 roku Oscara w kategorii "Najlepsza piosenka".
2) A tutaj druga wersja tej piosenki. Na warsztat wziął ją wokalista, którego bardzo lubię - Josh Groban. Polecam! Włączcie i wsiąknijcie, tak jak ja ;)

Wczoraj obejrzałam sobie ponownie ten film i pomyślałam, że warto byłoby się z Wami podzielić moimi refleksjami.

Będzie o miłości... Tak, wiem - zero oryginalności. Ale, hej, wczoraj były Walentynki! Właściwie chciałam Wam tylko polecić ten film, ale kto wie co wyjdzie w czasie pisania tego posta. Do rzeczy.
Historia przedstawiona w tym filmie na pewno nie należy do oryginalnych. On - uliczny grajek o wielkiej wrażliwości i unikalnej barwie głosu - zawodowo zajmuje się naprawianiem odkurzaczy. Sam o sobie śpiewa "Broken Hearted Hoover Fixer Sucker Guy” ; Ona jest uliczną kwiaciarką i imigrantką z Czech. On marzy o karierze muzyka i leczy złamane serce, a Ona, porzuciwszy wcześniej marzenia o graniu, próbuje odnaleźć się w okrutnej rzeczywistości. Pewnego dnia ich drogi krzyżują się. A wszystko przez odkurzacz i muzykę - niemych świadków narodzin tego uczucia.
Teraz pewnie powiecie, że już wiecie, jak to wszystko się skończy. Nic z tego, w tym filmie nic nie jest takie oczywiste. Owszem, mamy wzajemną fascynację, pomaganie sobie w trudnych chwilach i w spełnianiu marzeń, ale...
Film w dość przejmujący sposób pokazuje nam różne oblicza miłości: do muzyki, matczyną, rodzicielską, małżeńską, przyjaźń i tę wynikającą z fascynacji drugą osobą. Autorem scenariusza i świetnie napisanych dialogów jest John Carney.
Poznajemy bohaterów, gdy oboje są w trudnej sytuacji. Towarzyszymy im kiedy się zaprzyjaźniają. Czujemy ich radość gdy razem komponują, cieszymy się z ich sukcesów i razem z nimi się smucimy. Pomagają nam w tym niezwykłe zdjęcia Tima Flemminga i muzyka napisana przez Marketę Irglovą, i Glena Hansarda. Ci ostatni także brawurowo wcielili się w głównych bohaterów. Na uwagę zasługuje także fakt, że oboje są muzykami, bez żadnego doświadczenia aktorskiego. Mimo to zagrali bardzo naturalnie. To lubię! 
To nie jest typowy romans. Jest lekko, przyjemnie, zabawnie, flirciarsko, a potem robi się poważnie i refleksyjnie. Jeśli macie ochotę na dobre kino, serdecznie polecam :D