niedziela, 8 września 2013

Mądrości życiowe Piotrusia, cz. I

"Przyszedł mi do głowy pomysł całkiem odlotowy"... Dlaczego ja cytuję Golców?! Nie wiem, mój mózg jest ostatnio nadaktywny. Dzieje się dużo. Na szczęście, Dobrzy Ludzie czuwają, żebym całkiem nie sfiksowała (wbrew pozorom i według opinii ekspertów - jeszcze mi do tego daleko).

O czym to ja...? A tak, miałam pisać o przyjaźni. Kiedy jesteśmy w szkole, posiadanie przyjaciół traktrujemy jako coś normalnego, a ich brak za anomalię. Jesteśmy w stanie zrobić wiele, żeby ich zdobyć. Tylko czy są to prawdziwi przyjaciele - tacy, co to musimy się starać, żeby wogóle chcieli z nami gadać? Później szkoła się kończy i szkolne znajomości też. Wyjeżdżamy na studia i znów zaczyna się polka. Próbujemy się dopasować. Chcemy, żeby nas polubili. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że piszę to, bardzo uogólniam. Wszystko zależy od charakteru i konstrukcji psychicznej człowieka. Niektórzy kochają to, co widzą ( mówią, że przyjaźń jest jedną z form miłości) na pierwszy rzut oka. Odchodzą, gdy odkryją w nas cechy, które im się nie podobają. Niektórzy widzą głębiej. Pakują się całym sobą (brudnymi butami i całym dobrodziejstwem inwentarza) w relację z drugą osobą. To są ci prawdziwi.. Takich Wam i sobie życzę. Ale i tak uważam się za szczęściarę. Mam zaszczyt mieć przyjaciół, którzy znają i akceptują moje dziwactwa. Fajnie jest, kiedy możesz napisać: " Trupy mi się mnożą. Potrzebuję Twojej pomocy", a twój przyjaciel nie pomyśli sobie, że znalazłeś sobie nowe hobby i postanowiłeś zostać seryjnym mordercą, tylko piszesz kryminał. A potem jeszcze jest gotowy ci pomóc :) Uwielbiam Was, moi kochani i dziękuję, że jesteście :)

A teraz taki bonus - kolejna porcja "Dziobka". Smacznego!



Następnego dnia obudziła się, gdy tylko Słońce osuszyło rosę na łące. Nagle poczuła, że w jej przytulnym gniazdku jest znacznie mniej miejsca niż wczoraj wieczorem. Rozejrzawszy się ciekawie dookoła, stwierdziła, że obok niej leży dziwny owalny przedmiot.
„ Jajko” , pomyślała i rozpłakała się ze szczęścia.
Od tej pory dni upływały Sójce na czekaniu i sprzątaniu gniazdka. Pewnego dnia jajko wreszcie zaczęło śmiesznie podskakiwać. W końcu skorupka pękła. Ze środka niezgrabnie wytoczył się mały ptaszek z żółtym dziobkiem. Potrząsnął łebkiem, strząsając resztki skorupki i popatrzył ciekawie na Sójkę. Niezdarnie poruszył skrzydełkami i drobnymi łapkami. Później pisnął żałośnie: - Mama, jeść.
Kilkanaście następnych miesięcy w życiu Sójki i Dziobka było prawdziwą szkołą życia. Mały uczył się latać i jeść samodzielnie. W tym celu Sójka przynosiła mu do gniazda różne smakołyki. Dziobek okazał się mądrym pisklęciem i bardzo szybko nauczył się wszystkiego, co musi umieć ptak. Nauka latania też poszła bardzo sprawnie. Po pewnym czasie Dziobek latał sam po swoje pożywienie. Czasami przynosił też coś dobrego swojej mamie. W czasie tych swoich wycieczek odkrył, że bardzo lubi siadywać w kępie trzcin, które rosły na skraju Łąki i nad brzegiem Strumienia. Często jadał tam swój posiłek i słuchał śpiewu ptaków. Szczególnie jedna melodia wydawała mu się dziwnie znajoma – jakby jakiś głos, który już gdzieś kiedyś słyszał, wołał jego imię. Ta melodia była jak uśmiech jego mamy – rozjaśniała swoim blaskiem cały dzień. Trawa była bardziej zielona, Słońce grzało mocniej i świeciło jaśniej. Dziobek zaczynał nucić ją, gdy tylko otwierał oczy, a wieczorem piosnka ta utulała go do snu.
Z biegiem lat Dziobek zauważał coraz więcej cech, które różniły go od Sójki – lubił jeść inne rzeczy, zawsze chętnie wszystkim pomagał i uwielbiał śpiewać. A sąsiedzi lubili słuchać tych dziobkowych koncertów. Ale byli też i tacy, którzy krytykowali młodego śpiewaka. Mówili, że jest zupełnie niepodobny do matki i że śpiewa tak, że ich ptasie uszy więdną od tego hałasu. Dziobek słyszał te wszystkie uwagi i smucił się bardzo. Było mu przykro, że mama chodziła zmartwiona i nie mówiła mu, że jest z niego dumna.
- Mamo, dlaczego jesteś taka smutna? - zapytał któregoś wieczora przy kolacji.
- Nie kochanie, to nie smutek. Jestem zmęczona tą przebudową gniazda. Przydałby mi się ktoś do pomocy, kiedy ty zdobywasz dla nas jedzenie.
- A gdzie jest tatuś? - wypalił Dziobek. Od pewnego czasu zastanawiał się dlaczego tylko on w całym Lesie nie ma taty.
- Tatuś jest... - wyszeptała Sójka. Nie wiedziała co mu odpowiedzieć. Przecież nie mogła powiedzieć Dziobkowi prawdy, a wiedziała, że nie należy kłamać – zwłaszcza w takiej sprawie. Odchrząknęła i powiedziała. - Twój tatuś nie żyje. Zjadł go kot dwunożnych, kiedy poleciał na skraj Łąki, by znaleźć dobre miejsce na gniazdo.
- Nie martw się mamusiu, poradzimy sobie – odszepnął Dziobek. - Powiedz mi jeszcze dlaczego wszyscy mówią, że jestem inny?
- Jesteś wyjątkowy synku...
„Jak mogę mu to wytłumaczyć?”, myślała Sójka. Zanim jednak zdążyła odpowiedzieć, usłyszała szept Dziobka: - Mamo, ja widzę, że coś tu nie gra. Wiem, że ja tu nie pasuję..

3 komentarze:

  1. Zawsze chętna do pomocy;)

    A bajka jest ładna. Tak, to dobre słowo. Na razie tyle, dokładniejsza recenzja będzie jak przeczytam całość;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bajka będzie się ukazywać w odcinkach. Miejmy nadzieję, że nie stanie się kolejną "Modą na sukces" :D

      Usuń
  2. Przyjaciel dobra rzecz ;] Fajnie, że piszesz wciąż tą bajkę. Nie cierpisz na brak weny twórczej? ;P

    OdpowiedzUsuń

Jeśli podobają się Wam moje teksty - piszcie, jeśli nie, również piszcie. Zachęcam do czytania i wyrażania opinii! Za każdy komentarz dziękuję i obiecuję odwiedzić bloga jego nadawcy!