środa, 11 września 2013

Tak trudno być mną

Już widzę te emotikonki pojawiające się na Waszych zupełnie niewirtualnych ekranikach. Widzę jak się krzywicie! Ale nie... Nie dziś, kochani. Dziś nie narzekam na swój nędzny żywot (niespodzianką pewnie będzie stwierdzenie, że nie taki on znowu nędzny). Piszę, bo... chcę Wam polecić pewną książkę...



Lekarstwa na początki jesiennej depresji.
                                                       Autor: Dagmara Półtorak
                                                       Tytuł: "Tak trudno być mną"
                                                       Wydawnictwo: W.A.B
                                                        Rok wydania: 2010

Narzekaliście kiedyś na to, że Wasze życie jest nudne albo wręcz przeciwnie - obfituje w nadmiar wydarzeń?
Jeśli odpowiedź na powyższe pytanie brzmi "to pierwsze", zachęcam do przeczytania tej nietypowej powieści, w której prześmiewczy humor (sytuacyjny, słowny i wszystkie inne jego rodzaje - tego humoru, rzecz jasna) przeplata się z absurdalnymi zbiegami okoliczności i nietypowymi bohaterami, tworząc mieszankę wybuchową! Ten fragment mnie uwiódł:
"- Wszystkiego, ten, najlepszego, tego. Dzwonię, żeby ci powiedzieć wszystkiego najlepszego. Więc mówię: wszystkiego najlepszego. A także sto lat. I mazeł tow! Widzisz, w życiu każdego mężczyzny przychodzi taki moment, kiedy musi się zmierzyć ze światem. Iść naprzód! Zasadzić syna, spłodzić dom i wybudować drzewo. I mimo, że nie jest łatwo, każdy facet musi wziąć los w swoje ręce. Bo jeśli nie teraz, to kiedy? Trzeba marzyć, wiesz? Bez marzeń i ideałów życie nie jest pełne. Rozumiesz mnie? Musisz się postawić światu!  Nie daj sobą pomiatać! Weź byka za rogi! Bo kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje. To byłem ja, Tata. Sto lat".    /str.12/
Co do nietypowych bohaterów... Jak inaczej nazwać:
- Matkę, która ciągle próbuje odżywiać zdrowo siebie i rodzinę, w skutek czego, dość często na stole lądują produkty takie jak korzeń pietruszki (sam) bądź langusta (rozczłonkowana)?
- Włodzimierza - drugiego męża Matki, który właściwie nie wyróżnia się niczym poza tym, że po prostu jest?
- Tatę - osobnika, który bardziej rozumie hodowane przez siebie białe myszki niż ludzi?
- Główną Bohaterkę- studentkę informacji naukowej na życiowym zakręcie?
- Michała - brata G. B, maniaka komputerowego?
- Seryjnego Mordercę z Wysp Brytyjskich?
- Smarka?
Galeria postaci w tej powieści jest różnorodna i wielobarwna. Są one, co prawda zbyt jednowymiarowe, ale na tym polega chyba specyfika tej książki. Rzeczywistość jest w niej opisana z wielkim przymrużeniem oka, nieco groteskowo. Interesujący jest też styl pisania autorki. Książka ma formę pamiętnika Głównej Bohaterki z elementami donosu ( chociaż owo wrażenie może być spowodowane nadmiernie dużą ilością wyświetleń monologu pewnego znanego aktora i kabareciarza o wdzięcznym tytule: "Moje spotkania z Piotrem B.").

Jeśli zaś odpowiedź na postawione przeze mnie pytanie brzmi " to drugie", to i tak polecam przeczytać tę książkę. Nawet jeśli Wasze życie przypomina jazdę na rollercoasterze, warto usiąść na chwilę i uśwadomić sobie, że ktoś może mieć gorzej. Czy to w realnym świecie, czy w czyjeś zwariowanej i bardzo twórczej główce. Tak więc kawa i kocyk w dłoń, i do czytania!
O wadach tej książki rozprawiać nie będę (choć i takie istnieją), bo się na tym nie znam, poza tym wolę skupiać się na pozytywach - a tych jest "mrowie a mrowie"...
Kończę już ten przydługi wywód w formie pseudorecenzji. Bajka się pisze... Pisze się też coś innego. Do następnego! Ciao!
 

niedziela, 8 września 2013

Mądrości życiowe Piotrusia, cz. I

"Przyszedł mi do głowy pomysł całkiem odlotowy"... Dlaczego ja cytuję Golców?! Nie wiem, mój mózg jest ostatnio nadaktywny. Dzieje się dużo. Na szczęście, Dobrzy Ludzie czuwają, żebym całkiem nie sfiksowała (wbrew pozorom i według opinii ekspertów - jeszcze mi do tego daleko).

O czym to ja...? A tak, miałam pisać o przyjaźni. Kiedy jesteśmy w szkole, posiadanie przyjaciół traktrujemy jako coś normalnego, a ich brak za anomalię. Jesteśmy w stanie zrobić wiele, żeby ich zdobyć. Tylko czy są to prawdziwi przyjaciele - tacy, co to musimy się starać, żeby wogóle chcieli z nami gadać? Później szkoła się kończy i szkolne znajomości też. Wyjeżdżamy na studia i znów zaczyna się polka. Próbujemy się dopasować. Chcemy, żeby nas polubili. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że piszę to, bardzo uogólniam. Wszystko zależy od charakteru i konstrukcji psychicznej człowieka. Niektórzy kochają to, co widzą ( mówią, że przyjaźń jest jedną z form miłości) na pierwszy rzut oka. Odchodzą, gdy odkryją w nas cechy, które im się nie podobają. Niektórzy widzą głębiej. Pakują się całym sobą (brudnymi butami i całym dobrodziejstwem inwentarza) w relację z drugą osobą. To są ci prawdziwi.. Takich Wam i sobie życzę. Ale i tak uważam się za szczęściarę. Mam zaszczyt mieć przyjaciół, którzy znają i akceptują moje dziwactwa. Fajnie jest, kiedy możesz napisać: " Trupy mi się mnożą. Potrzebuję Twojej pomocy", a twój przyjaciel nie pomyśli sobie, że znalazłeś sobie nowe hobby i postanowiłeś zostać seryjnym mordercą, tylko piszesz kryminał. A potem jeszcze jest gotowy ci pomóc :) Uwielbiam Was, moi kochani i dziękuję, że jesteście :)

A teraz taki bonus - kolejna porcja "Dziobka". Smacznego!