wtorek, 16 kwietnia 2013

(cz. I) "Rum i glany"


       Wydaje mi się, że ta piosenka oddaje klimat opowiadania. Jak już mówiłam, jego bohaterką jest dziewczyna, która próbuje poradzić sobie z uczuciem do bardzo rozbitego emocjonalnie faceta. On ma problemy, pogrąża się w depresji - jej na nim zależy i próbuje mu pomóc. Kiedy kolejne próby nie dają oczekiwanego rezultatu, dziewczyna nie wytrzymuje. Jeśli jesteście ciekawi jak zareaguje? Oto przed wami pierwsza część opowiadania. Jest ono inspirowane moim snem. Zapraszam!
Tematem przewodnim tego opowiadaia niech będzie piękna pioesenka Eda Sheerana

 
Dedykuję to opowiadanie Tobie - Ty wiesz za co. Dziękuję, że zawsze mnie wpierasz!          



          Trzasnęłam drzwiami i wybiegłam z domu. Nie wiedziałam gdzie idę, dopóki nie znalazłam się gdzieś, co do złudzenia przypominało uliczkę, przy której mieszkała osoba, o której nie chciałam w tej chwili myśleć. W tej chwili chciałam wyłączyć mózg, wyjąć go sobie spod czaszki i wyrzucić do śmietnika! Sięgnęłam do torby przewieszonej przez ramię. Wyłowiłam z niej szklaną butelkę i odkręciłam zakrętkę. Zanim zapach rumu zdążył wypełnić powietrze wokół mnie, pociągnęłam spory łyk. Nie poszło gładko, chociaż to nie był pierwszy łyk tego wieczoru. Gardło paliło mnie żywym ogniem, ale nie chciałam trzeźwieć, nie mogłam! Nie chciałam więcej myśleć! Ale co z tego?! Mój mózg działał na autopilocie, niezależnie ode mnie. Rozejrzałam się dokoła. Rzeczywiście, byłam w pobliżu jego domu. Ze zdumieniem zauważyłam, że zrobiło się ciemno, mokro, zimno i zaczęło padać. Pomimo wypitego alkoholu cała się trzęsłam, coś przykleiło mi się do policzków. Po chwili zrozumiałam, że to moje wilgotne włosy. Byłam wściekła-wściekła na siebie, na rodziców, na Niego, na cały świat i na moje myśli.
- Myśli! - prychnęłam. To, co działo się teraz w mojej głowie, było dalekie od spokojnego myślenia. Przez mój mózg przetaczała się gwałtowna, wiosenna burza z piorunami i gradobiciem!
- Dość tego!-powiedziałam znów głośno. - Dość tego! Nie będę się tak zachowywać...
- Jak zachowywać? - znajomy głos przerwał mój gniewny wywód. Nie wiedziałam, że można się upić jednym łykiem rumu. I to tak skutecznie, żeby mieć omamy słuchowe! A ja chciałam nic nie słyszeć, nic nie czuć, nic nie widzieć i nie myśleć. Dlaczego nawet gdy się upijamy, to nic nie zależy od nas?!
- Ciebie tu nie ma - zaprotestowałam cicho, kręcąc głową. Wciąż stałam tyłem do osoby, której nie chciałam widzieć. - To tylko...
- Oszalałaś?! Jestem tutaj i chcę wiedzieć, co ty tu robisz? - mówiąc to, podszedł do mnie, chwycił mnie za ramiona i obrócił tak, żebym mogła spojrzeć mu w oczy. Ale nie mogłam, nie chciałam! Nie chciałam go widzieć, a jednocześnie chciałam!
Boże, nadawałam się do wariatkowa! Wreszcie spojrzałam mu w oczy. Nie wiem dlaczego, ale się skrzywił. - Piłaś - odpowiedział na moje nieme „Dlaczego się krzywisz?!". Nie, tego już za wiele! Zagotowało się we mnie po raz kolejny tego dnia. Jak on śmie?!
- Jak możesz?! - wyrzuciłam z siebie ochrypłym głosem. - To ty możesz mnie ignorować?! Nie odpowiadać na telefony i esemesy?! Odrzucać mnie, kiedy chcę ci pomóc?! - jego mina była bezcenna. Poruszał ustami jak ryba wyciągnięta z wody. Szybko się opanował.
- Wiem, jestem do kitu - mruknął. - Ale ja tylko..
- Co tylko? - warknęłam. - Nie pomyślałeś, że ja też mam jakieś uczucia?! Nie pomyślałeś też, że boli mnie, kiedy widzę cię takiego przybitego?! - popatrzyłam na niego i już znałam odpowiedź. - Nie, oczywiście, że nie. Wy faceci nigdy nie myślicie, zanim jest już za późno! Wiesz co ci powiem? Jeszcze dzisiaj rano uważałam, że nie jesteś beznadziejny, mimo tego, co o sobie myślisz i chciałam ci pomóc! Teraz wiem, że to tylko strata czasu - właśnie otworzył usta, ale znowu mu przerwałam. - Nie otwieraj japy, bo tylko pogorszysz sprawę! -warknęłam i wycelowałam w niego palec. - Nie bój się, już więcej nie mam zamiaru ci się narzucać - rzuciłam butelkę z rumem prosto pod jego nogi, zmusiłam się do zrobienia kroku i tyłem zaczęłam się od niego oddalać. Patrzyłam mu prosto w oczy wrokiem przepełnionym nienawiścią. Chciałam zachować resztki godności, więc wycedziłam. - Lepiej zapamiętaj ten dzień i tą rozmowę, bo może się...Aaaghh! - moja stopa zahaczyła o krawężnik, a potem kątem oka zobaczyłam ostrą krawędź. Skrzynka na listy- zdążyłam pomyśleć. Przestraszyłam się, chciałam kucnąć, skulić się jakoś, ale nie zdążyłam... Ostatnie co pamiętam to głuchy trzask - trochę metaliczny odgłos i uczucie, że ciepła, lepka maź spływa po mojej skroni. Poczułam zapach krwi.
          Później też nie było jak w romansach - nie słyszałam jego głosu wymawiającego moje imię. Właściwie to nie słyszałam nic oprócz ciszy. Wreszcie nie czułam nic oprócz spokoju. Czy tak wygląda umieranie? Nie mogłam otworzyć oczu. Czułam, że płynę. Dryfowałam. Zdałam sobie sprawę, że nie chcę umierać chociaż dryfowanie było fajne i wcale nie chciałam wracać. Spokój unosił się wokół mnie i otaczał bezpiecznym kokonem. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że w moim życiu nareszcie będzie spokojnie kiedy wreszcie wypłynę na powierzchnię. Poczułam coś, czego już dawno nie doświadczyłam - tęsknotę za życiem. A potem zobaczyłam zamazany obraz: ciemną alejkę, migające światło na ganku jego domu, zgarbioną sylwetkę Pana Sieroty i jego twarz wykrzywioną dziwnym grymasem. Pomarańczowe światło latarni odbijało się w jego okularach i błyszczało na czubkach butów. Zobaczyłam też siebie- przemokniętą i trzęsącą się z zimna i gniewu. Poruszałam ustami. Oglądałam naszą ostatnią rozmowę, a raczej mój wściekły monolog jak scenę w tanim romansie. W powietrzu wyczuwałam kwaśny i ostry odór alkoholu. Spojrzałam w dół, stał, jakby wrośnięty w alejkę, w odłamkach szkła i rumowej kałuży, a jego czarne glany błyszczały w świetle latarni. Rum. Szkoda rumu! ", taka myśl przemknęła mi przez głowę i nagle zaczęłam się dusić. Później wszystko się zatrzymało i już nie dryfowałam-byłam na powierzchni. Jeszcze raz zaniosłam się przeraźliwym kaszlem i otworzyłam oczy...

9 komentarzy:

  1. Widzę drobne zmiany w stosunku do pierwszej wersji;) Mam wrażenie, że mogę z Nim rozmawiać używając Twoich tekstów. A to świadczy o tym, jak dobrze wczułaś się w sytuację. Podoba mi się - mówiłam to już i powtórzę jeszcze raz;)
    Co do snu...może opiszesz ten sen z koncertem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie jeszcze druga część. A potem pomyślę... Teraz pójdę spać :D chociaż godzinkę...

      Usuń
    2. Śpij, śpij... Może znowu coś Ci się przyśni;)

      Usuń
  2. Ciekawe :) Szkoda, że ja nie mam takich inspirujących snów ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie, ale takie sny spotykają tylko NIEKTÓRE osoby, prawda Panienko Sunshine? :-)
    Od tego snu wszystko się zaczęło i gdyby nie główna bohaterka i wena, w którą Cię wpędziła, to Twój talent jeszcze by sobie poczekał aż ujrzy światło dzienne... ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bohaterka opowiadania postanowiła kopnąć moją wenę w... w wiadomo co i tak oto ukazało się to opowiadanie :D Niedługo dodam następną część. Dziękuję za miły komentarz :D i zapraszam ponownie

      Usuń
  4. Komentarz od Iwony (powinnaś włączyć opcję komentowania dla anonimowych użytkowników!!): opowiadanie bardzo fajne, podoba się. Ale pozostaje niedosyt. Masz pisać dalej, bo tak się nie kończy historii!;)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli podobają się Wam moje teksty - piszcie, jeśli nie, również piszcie. Zachęcam do czytania i wyrażania opinii! Za każdy komentarz dziękuję i obiecuję odwiedzić bloga jego nadawcy!